Walka z hidżabem - wyzwolenie czy represja?

 

To miała być recenzja książki, ale książki nie doczytałam. Podchodziłam do lektury "Czarnej księgi kobiet" z ogromnym zapałem i ciekawością, gotowa na głębokie zanurzenie się w świat silnych i inspirujących kobiet. Okładka obiecywała wiele, a pierwsze rozdziały wydawały się potwierdzać moje nadzieje. Spędziłam niejedną bezsenną noc, zafascynowana historiami, które przeczytałam, szukając inspiracji do kolejnych postów i materiałów, w których miałabym zaszczyt przedstawiać kolejne niezwykłe postacie. Zamiast podziwiać ścieżki przełamujących bariery kobiet, zauważyłam, że książka coraz bardziej skupia się na promowaniu islamofobii i szerzeniu uprzedzeń. To niepokojące odkrycie stopniowo wypełniało mnie coraz większym smutkiem i rozgoryczeniem. Nie mogłam uwierzyć, że materiał, który miał być manifestem siły kobiet, zniweczył swój potencjał poprzez skupienie się na kontrowersyjnych tematach, zamiast na prawdziwych doświadczeniach i osiągnięciach kobiet.

                            Hijab verdict: India Supreme Court split on headscarf ban in classrooms

Dlaczego mnie to tak ruszyło? Przecież nie jestem muzułmanką. Przecież jestem świadoma tego, że islam ma różne twarze, że często w krajach arabskich kobiety są traktowane źle. Pamiętam, gdy czytałam książkę o współczesnej Francji zatytułowanej „Wrzenie. Francja na krawędzi” autorstwa Anny Pamuły i coraz mocniej widziałam źródła i pewnego rodzaju motywacje francuskiej islamofobii. Myślę, że przekonanie to oddaje świetnie cytat uznanej dziennikarki, ale po zamachach z 11 września również zapalonej islamofobki Oriany Fallaci: „Paryż jest stracony: tutaj nienawiść do niewiernych jest suwerenna, a imamowie chcą obalić świeckie prawa na rzecz szariatu[1]”. Lektura "Czarnej księgi kobiet" z pewnością jest uderzająca i wstrząsająca, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że pomimo dobrej intencji, autorka pozostawia wiele do życzenia. Książka ta, choć stara się ukazać trudną sytuację kobiet w krajach arabskich, wydaje się opierać na jednostronnych spostrzeżeniach i stereotypach. Niepokoi mnie również brak głębszej analizy kontekstu kulturowego czy społecznego, co prowadzi do uproszczenia rzeczywistości i niepełnego zrozumienia problemu. W rezultacie, mimo szlachetnych intencji autorki, "Czarna księga kobiet" może przyczynić się do utrwalania uprzedzeń i niewłaściwego pojmowania rzeczywistości kulturowej i społecznej.

Nienawidzę wszelkiego rodzaju fobii, zwłaszcza tych związanych z religią. To niezależnie od tego, czy są one skierowane przeciwko chrześcijaństwu (chociaż przyznaję, że większość oskarżeń o chrystianofobię w Polsce wydaje mi się przesadzona i obrażająca dla prawdziwie prześladowanych chrześcijan[2]), islamu, judaizmu – czegokolwiek. Sama nie potrafię zdefiniować mojego stosunku do religii – czy wierzę, czy nie – a jeśli tak, to w co? Koran przedstawia dla mnie mnóstwo pięknych zasad, które mnie przekonują, ale tak jak w przypadku chrześcijaństwa, sama Księga ma niewiele wspólnego z obecną formą religii . Wystarczy spojrzeć na różnice między życiem Saudyjek, Egipcjanek, Syryjek a europejskich muzułmanek, by zrozumieć, że tak jak w przypadku chrześcijaństwa islam modyfikował się, by dopasować się do mentalności swoich wyznawców. Muzułmanki to także feministki, co nieustannie przypomina nam jedna z moich ulubionych blogerek, Lena  Khalid[3]. Czy jednak zapominamy, że zarówno muzułmanie, jak i chrześcijanie, to ludzie o różnych przekonaniach? Mamy tendencję do utożsamiania ich wszystkich z najbardziej radykalnymi fundamentalistami religijnymi. A czy żaden chrześcijanin nie żyje przed ślubem, nie stosuje antykoncepcji czy bezwarunkowo nie dzieli się swoimi pieniędzmi z potrzebującymi? Niestety, w książce "Czarna księga kobiet" każdy muzułmanin automatycznie staje się  uosobieniem wszelkiego zła na tym świecie.

                                        SC delivers split verdict in Karnataka hijab ban - Rediff.com

W pewien sposób rozumiem frustrację Francuzów. W przeciwieństwie do Polski, gdzie istnieje silna więź między religią a państwem, nad Sekwaną priorytetem jest laickość państwa, a symbole religijne nie są mile widziane w przestrzeni publicznej. Niestety, sekularyzm stał się narzędziem służącym do całkowitej kontroli nad mniejszością religijną i jej dalszego marginalizowania, pozbawiającego ją społecznego i politycznego wpływu. W obecnej sytuacji zakazy, takie jak ten dotyczący noszenia abayi w szkołach czy zakaz zasłaniania twarzy, tworzą nieprzyjazne środowisko dla kobiet, często uniemożliwiając im pełne uczestnictwo w życiu publicznym[4]. Już w 2004 roku Francja wprowadziła zakaz noszenia hidżabu w szkołach państwowych, a następnie w 2010 roku zakaz noszenia burki w miejscach publicznych. Od 2016 roku wiele gmin wprowadziło zakazy noszenia pełnych kostiumów kąpielowych typu "burkini" w publicznych basenach. W listopadzie 2022 roku ówczesny minister edukacji narodowej, Pap Ndiaye, przedstawił plan Laïcité, mający na celu zapobieganie noszeniu skromnych ubrań – lub tych, które są "związane z religią" – przez uczniów we francuskich szkołach publicznych poprzez "wzmocnienie nadzoru ludzkiego", czyli ich policyjne kontrolowanie. I choć zdaniem francuskiego rządu jest to rodzaj walki z „nową formą niewolnictwa, którą republika nie może akceptować na swoim terytorium[5]", trudno zaakceptować zakaz jako formę wyzwolenia.

To, co mnie absolutnie oburza, to fakt, że nawet Europejski Trybunał Praw Człowieka ignoruje ewidentne łamanie praw kobiet, które ze względów religijnych – tak, jak i nasze chrześcijańskie zakonnice – chcą się zakrywać[6]. To zjawisko nie dotyczy tylko wyznawczyń islamu, ale także kobiet wyznających judaizm. Jednakże, to właśnie hidżab jest demonizowany, podczas gdy inne formy zakrywania głowy nie budzą takich kontrowersji. ETOC uwiarygodnił poglądy wedle których, kobiety noszące hidżab stają się posiadaczami nieneutralnych, stronniczych, uprzedzonych, a może nawet ekstremistycznych przekonań. W skrócie, stają się one niewiarygodne i niegodne zaufania. Ta mentalność sprowadza kobiety do roli posłusznych istot zależnych od męskich mistrzów, którzy rzekomo kontrolują ich umysły, ograniczając ich zdolność do samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji.[7]

 Dlaczego z jednej strony wznosimy hasła o wolności, a z drugiej strony ograniczamy dostęp kobietom do plaży w burkini[8]? Dlaczego?  Czy to nie hipokryzja? Boimy się odmienności? Autorki książki wskazują palcem na kobiety uczestniczące w islamskiej Olimpiadzie, sugerując, że zakrywanie ciała nie pasuje do sportu bez zrozumienia, że to samo zakrywanie ciała jest dla wielu z nich wyrazem ich wiary i godności. Jak gdyby ich wybór stroju miał decydować o ich umiejętnościach sportowych! A może prawdziwym powodem jest fakt, że niektórym przerażająco nudzi się kobiecy sport i jedyną jego atrakcją są ciała zawodniczek.  Już od lat Decathlon został zmuszony do rezygnacji z oferowania strojów sportowych dla kobiet, które respektują zasady skromności wynikające z ich religijnych przekonań[9]. To czysta dyskryminacja, zakamuflowana pod płaszczykiem troski o "wolność". Dlaczego nie zastanowimy się nad tym, co tak naprawdę oznacza wolność? Wolność to także możliwość wyboru, nawet jeśli wybór ten nie jest zgodny z dominującymi standardami czy oczekiwaniami społeczeństwa. Dopóki nie zrozumiemy tego, będziemy ograniczać i dyskryminować kobiety, które śmiałe są być sobą, nawet jeśli oznacza to noszenie hidżabu czy stroju burkini na plaży.

Te zakazy są kolejnym przejawem represji wobec muzułmańskich kobiet, które pragną nosić hidżab nawet podczas pracy. Często zmuszane są do podjęcia dramatycznych decyzji: albo rezygnacja z pracy, albo zrzeczenie się swoich religijnych przekonań.[10]. Krzyczymy o prawie do wyboru, ale jakże szybko je odbieramy muzułmankom. Dlaczego odbieramy im prawo do wyrażania siebie? Inne pytanie, które należy sobie postawić, dotyczy muzułmańskich kobiet, które pragną nosić hidżab: czy muszą one stale walczyć o swoje miejsce w społeczeństwie? Czy naprawdę w XXI wieku wciąż musimy dyskutować o tym, czy wyrażanie swojej tożsamości religijnej wpływa na zdolność do wykonywania pracy czy nauki? Czy noszenie hidżabu wpływa na zdolność muzułmańskich kobiet do pracy czy nauki? Świat pełen jest ludzi religijnych, którzy zajmują różne stanowiska w sektorze publicznym i prywatnym, nie opierając swojej pracy na wyznawanej religii. Dla nich wiara jest sprawą osobistą, nie wpływającą na ich profesjonalizm czy kompetencje. Każdy powinien mieć prawo do wyboru ubioru zgodnego z własnymi wartościami, czy to z powodów religijnych, funkcjonalnych czy czegokolwiek innego. Nikt nie powinien ograniczać tego prawa, ani rodzinne naciski, ani instytucjonalne zakazy. To oburzające, że muzułmańskie kobiety muszą walczyć o podstawowe prawa tylko dlatego, że chcą wyrazić swoją tożsamość religijną.

 Nie tak dawno temu opublikowałam na Twitterze wpis dotyczący tego, że zakaz noszenia hidżabu jest równie przemocowy jak jego nakaz. Myślałam, że to będzie oczywiste, ale znowu wywołałam lawinę kontrowersji.  Mimo że jasno zaznaczyłam, że jestem przeciwna przymusowi zakrywania się, który panuje w wielu krajach arabskich, zostałam nazwana wrogiem kobiet. Kolejny raz zrozumiałam, jak trudno uwierzyć, że kobiety mogą samodzielnie decydować o sobie, także o noszeniu. Jednakże zarówno laicyzm we Francji, jak i radykalizm fundamentalistów islamskich mają jedną wspólną cechę: chcą kontrolować kobiety. Dominująca narracja sugeruje, że hidżab zawsze symbolizuje zniewolenie, podczas gdy chęć wyzwolenia kobiet spod męskiej opresji jest jedynie pretekstem dla wielu instytucji i osób. Warto tu zwrócić uwagę na słowa jednej z muzułmanek: 

Co widzisz, gdy o mnie myślisz?

Postać okrytą tajemnicą

Ze spuszczonymi oczami i zakrytymi włosami,

Uciskaną kobietę, która jeszcze nie została odkryta?

Czy widzisz zacofane narody i wirujący piasek?

Garbate wielbłądy i dominującego mężczyznę?

Wirujące zasłony i terrorystów

A może fanatycznych fundamentalistów?

Czy widzisz pogardę i nienawiść zamkniętą

W moich oczach i duszy,

A może głęboką ignorancję całego świata?

A jednak...

Nie dostrzegasz

Dostojnej osobowości

Kobiety owiniętej w dojrzałość.

Szalik na mojej głowie

Nie zakrywa mojego mózgu.

Myślę, mówię, ale wciąż się wzbraniasz

Od zaakceptowania moich ideałów, mojego typu ubioru,

Odmawiasz uwierzenia

Że nie jestem uciskana.

Pozostaje więc pytanie:

Co widzę, gdy myślę o tobie?

Widzę inną istotę ludzką

Który nie ma pojęcia”[11].



[1] Oriana Fallaci, “Wściekłość i duma”, Cyklady 2003

[2] http://www.fides.org/en/news/27852#.WEV1OE0zXDc

[3] https://polkanapustyni.pl/

[4] https://www.aljazeera.com/author/hebh_jamal_200811100533287

[5] http://edition.cnn.com/2010/WORLD/europe/09/14/france.burqa.ban/?hpt=T1

[6] https://www.theguardian.com/world/2014/jul/01/france-burqa-ban-upheld-human-rights-court

[7] https://www.huffpost.com/entry/the-european-court-has-normalized-hijabophobia_b_58c85d82e4b05675ee9c5b29

[8] https://edition.cnn.com/2016/08/26/europe/france-burkini-ban-court-ruling/index.html

[9] https://www.trtworld.com/opinion/decathlon-capitulates-to-french-hijabophobia-24563

[10] https://www.cbc.ca/news/canada/montreal/secularism-law-csdm-1.5276855

[11] Uzma Jalaluddin „Ayesha at Last” Berkley Books, 2019

Komentarze